Między dżumą a cholerą – stół olejowany czy lakierowany?

OSTRZEŻENIE!!!

Drugi wpis i od razu zabieram się za odpowiedź na jedno z pytań/zadań milenijnych. Innymi słowy, po przeczytaniu do końca tego wpisu będziesz zupełnie innym człowiekiem i nic już nie będzie takie samo. Ale ostrzegam, bo wiedza, którą posiądziesz może być dla Ciebie, drogi czytelniku, przykra i niewygodna. Będziesz bowiem na końcu tej lektury musiał zdecydować po której stoisz stronie. Tam, gdzie stało ZOMO czy wręcz przeciwnie. W drewnianym świecie nic nie jest łatwe i proste, i może okazać się, że mimo udziału w marszach równości potajemnie zgadzasz się z Jarosławem w 100% albo w drugą stronę. Jarając się zdecydowanym podejściem do sprawy Edwarda Nortona w początkowych scenach American History X, uświadomisz sobie jak bardzo chciałbyś się przytulić do Donalda w tej chwili…

Żeby nie było, że nie ostrzegałem…

Przejdźmy do meritum: Olej czy lakier? Tak, tak! Na to niesłychanie trudne pytanie postaram się odpowiedzieć w sposób prosty, przejrzysty, minimalistyczny, wręcz skandynawski 😊

Pozwolicie, że nie będę się skupiał na historii powstania jednego i drugiego, ale odpowiem co jest bardziej dla kogo. Oczywiście pisząc to wszystko mam na myśli przeznaczenie typowo „nastołowe” a nie „innomeblowe”.

STÓŁ LAKIEROWANY (lakiery, lakierobejce, politury, bejce, itp.)

Czyli wszystko to, co znajduje się na meblach Twoich dziadków i rodziców, o ile Ci drudzy nie są na tyle bogaci, że wybudowali właśnie trzeci dom i mama stwierdziła, że jednak to jeszcze nie jest to, bo elektryk był za tani i trochę to podejrzane. Lakiery były używane od dawna. Dawały super ochronę na pyszną PRLowską Żytnią (próbowałem kiedyś od taty – złoto), kompot z agrestu i kawę Inkę. Mimo to i tak podczas Wigilii, imienin wujka czy pogrzebu babci zawsze na stole był obrus a pod obrusem folia, żeby nie daj Boże coś się stało. Podwójna, a nawet potrójna ochrona dawała radę i nawet po 30 latach stół lśnił jak M5 po diamentowej ochronie … lakieru (hehe)… Gorzej jak się bimber ze wsi odparzył, gdy tata z dziadkiem postanowili wykorzystać trzydziestosekundowe okienko pogodowe i zrobili na szybko 0,7, nie kładąc żadnej podkładki na blacie. Wtedy nie było zmiłuj i ślad pozostawał na wieki wieków. Tak samo jak później cerata na nim… W dzisiejszych czasach jest podobnie. Mimo, że słowo lakier jest passe i dla wielu jest na równi z takimi zakazanymi słowami jak plastik, diesel czy mięso, to jednak nie ma co się oszukiwać. Dobrze położony, świetnie chroni daną powierzchnię. Dlatego polecam tam gdzie o drewno się mniej dba. Po prostu. Oto pierwsza „tajemnica fatimska”: Nawet jak jesteś super eko, co chwila na fejsie wspierasz akcje typu „je suis Charlie” i jeździsz rowerem do pracy nawet przy 30 stopniowym mrozie, ale zwyczajnie jesteś brudaskiem i przed zrobieniem sobie selfie w domu sprzątasz otoczenie minimum 17 minut to wybierz lakier. Smutne prawda? Wiem, mi też było się ciężko do tego przyznać (i nie zrobiłem tego jeszcze bo olejowany blat ogarniam dość szybko z powodu swego zawodu), ale uwierz mi, tak będzie lepiej dla wszystkich. Dla Ciebie, Twojej rodziny, Twojego architekta, projektanta wnętrz, terapeuty i ostatecznie też mnie – stolarza co Ci stół zrobi 😊 Poza tym zawsze możesz powiedzieć, że to twardy olej i po sprawie. Wszyscy są zadowoleni!

Lakier, mimo, że nie wymaga konserwacji, nie daje też możliwości przeprowadzenia przez użytkownika czy ostatecznie stolarza miejscowych napraw na miejscu. Zniszczoną powierzchnię (np. odparzenia) należy całkowicie zeszlifować i ponownie polakierować. A tego dobrze się nie da zrobić w warunkach domowych.

STÓŁ OLEJOWANY (olej, olejowosk, wosk, itd.)

Jest to stosunkowo nowy produkt na naszym rynku. Oczywiście naturalne oleje są znane od dawna, ale jako przemysłowy impregnat to drewnianych mebli to jednak jest świeża rzecz u nas. Kiedy trochę starsi stolarze słyszą słowo „olej” to w najlżejszej wersji plują i klną, wyczuwając zbliżające się kłopoty, niczym górale halny wiatr.

Głównym problem tych ekologicznych (w większości) specyfików jest fakt, że o taki blat  trzeba dbać. Nie jakoś przesadnie, ale jednak. Nie musisz na imprezie siedzieć ze ścierką i patrzeć czy ten pyszny argentyński Malbec nie zostawia okrągłych śladów na blacie i stresować się, co z kolei spowoduje podniesieniem ciśnienia we krwi i szybsze uchlanie się. Z drugiej strony jak melanż potrafi Cię ponieść z piątkowej domówki na Targówku na Hel w sobotę i zaczniesz sprzątać wszystko dopiero we wtorek to choćbyś  w wolne dni przywiązywał się do foresterów w Puszczy Białowieskiej to olejowoski nie są dla Ciebie. Sorry. Sad but true!

Olej wnika w drewno a nie robi warstwy ochronnej na niej. Dobrze nałożony i odpowiednio zadbany pozwala cieszyć się nim długimi latami, ale trzeba raz na kilka miesięcy go odświeżyć a w codziennym użytkowaniu używać np. dedykowanego mydła, które nie tylko czyści z brudu ale też delikatnie natłuszcza całość bo przecież tym są oleje właśnie. Albo np użyć po kilku miesiącach papieru ściernego o gradacji 220  i przeszlifować całość a później położyć jedną warstwę specyfiku i mamy nowy blat. Serio, każdy ogarnie takie rzeczy, pierwszy raz może być w waszym wykonaniu stresujący, ale po pierwsze nie ma mowy, żebyście zepsuli stół, a po drugie jak nabierzecie pewnej wprawy to może to być bardzo odstresowujące zajęcie.
Innymi słowy olej w przeciwieństwie do lakieru wymaga bieżącej konserwacji, czyli „psik psik” sprayem a później wycieramy ściereczką do sucha, ale za to umożliwia wykonanie punktowych renowacji we własnym zakresie. Nawet nałożenie od początku nowej warstwy oleju może odbyć się w warunkach domowych.

Jak dacie znać, że chcecie zobaczyć jak takie odświeżanie wygląda w rzeczywistości, to może nakręcimy jakiś filmik instruktażowy, żebyście do nas nie dzwonili, że plama po hummusie, i  że to pewnie nasza wina, bo chcieliśmy zaoszczędzić na impregnatach.

I jeszcze, taka myśl na koniec: W dużym skrócie można porównać to do seksu. Lakier jest jak lateks. Bezpieczniejszy, mniej trzeba uważać, ale jeśli ktoś naprawdę lubi … drewno …to z olejem ma przyjemniejsze doznania. 🙂